
Korzystając z pobytu w Warszawie w celach naukowych ;-)) nie mogłam oprzeć się pokusie „zaliczenia” Targów Książki…
Skrzywienie zawodowe + prawdziwa miłość do książek (ciekawe czy odwzajemniona?) + zwykła ludzka ciekawość, przyciągnęły mnie do Pałacu Kultury i Nauki w sobotnie przedpołudnie…Gdybym tylko wiedziała co mnie czeka…

Bilet wstępu ulgowy (cudowne jest życie studenta – hurraaa!!) i w drogę!
Zamiast, jak każdy NORMALNY zwiedzający, obejrzeć i postarać się zapamiętać mapę wydawnictw – postawiłam „na żywioł” i improwizację (co już za chwilę miało się zemścić!) i rozpoczęłam „Targi tour”.
Oszołomiona plakatami, wystawami, upałem, powiększającym się tłumem i książkami, książkami, książkami, dość szybko zorientowałam się, że miotam się w kółko…I do tego na dwóch poziomach – góra, dół, dookoła i znowu góra! Wszelkie próby opanowania terenu i logistyczne podejście do tematu spełzły na niczym!
Za każdym razem, kiedy już wydawało się, że wiem gdzie jestem i dokąd zmierzam – kolejne stanowisko/stos książek/znajoma twarz/hostessy z torbami pełnymi katalogów i ulotek* odwracały moją uwagę i po sekundzie okazywało się, że rozpoznanie terenu zaczynam od nowa.
Po godzinie (no może po godzinie i pół) pierwszy amok minął – zaczęłam zauważać oznaczenia sektorów, znaki charakterystyczne „terenu”, słyszeć głos z megafonu zapowiadający kolejne spotkania z autorami książek, unikać łokci, toreb i tym podobnych rzeczy zmierzających prosto na mnie... Byłam uratowana! Miotałam się ciągle (góra-dół-góra) ale tym razem bardziej systematycznie i celowo. I wtedy okazało się, że to miotanie opłaciło się, bo wcześniejsze (wielokrotne) „rozpoznanie” terenu przydało się teraz do błyskawicznego przemieszczania się
w żądany sektor na spotkanie z wybraną osobą! Niczym wytrawny paparazzi, nie bacząc na spuchnięte i obolałe nogi, biegałam między stanowiskami kolejnych wydawnictw w celu upamiętnienia tego faktu „cykniętą fotką”. (patrz galeria poniżej)
Wyjątek zrobiłam dla pana Sławomira Mrożka, na wyraźną prośbę umieszczoną na plakacie przy stanowisku, gdzie podpisywał najnowszą książkę.
Udało się z bliska zajrzeć w twarz pisarzom, politykom, aktorom, osobom znanym, mniej znanym i tym, które może dopiero będą znane. Szczególnego, sentymentalnego uczucia doznałam widząc panią Krystynę Siesicką, na której książkach się wychowałam.. Doświadczenie ze wszech miar interesujące!
Ale wracając do konkretów – jakie wnioski wyciągnęłam z wizyty na targach?
Książka – „papierowy przeżytek”, który podobno ma wkrótce zastąpić audiobook, e-book czy co tam jeszcze, a więc ta książka MA SIĘ DOBRZE! Śmiem tak twierdzić na podstawie tych tłumów, odwiedzających targi i na podstawie zakupów dokonywanych podczas nich! Na podstawie ogromnych kolejek, w których stali wierni czytelnicy/fani/fanatycy* po autograf złożony na właśnie zakupionej książce, po to by z bliska spojrzeć na ulubionego pisarza/aktora/polityka*, by powiedzieć mu/jej jak bardzo się ich ceni, lubi, podziwia i – uwaga!- CZYTA !!
* niepotrzebne skreślić
To pisałam ja, Szalona Reporterka, która nie bacząc na zdarte do bólu nogi i wyciągnięte do kolan ręce od toreb wypełnionych ulotkami, katalogami itp. – uganiała się po Targach Książki.
Poniżej foto-relacja z tego wydarzenia. Kto nie był – niech żałuje ;-))
Anna S.
![]() |
| Międzynaro |
















